Napływa coraz więcej doniesień o stosowaniu cenzury na portalu społecznościowym Facebook. Sygnały o jej funkcjonowaniu istniały od dawna, jednak zdarzenia związane z politycznie motywowanym usuwaniem treści były sporadyczne i można je było tłumaczyć automatycznym działaniem mechanizmów zgłaszających. Grupa osób oburzonych treścią umieszczoną przez danego użytkownika może zgłosić poprzez formularz, że treść ta ma niedopuszczalny charakter, narusza dobre imię, głosi przemoc, zawiera wulgaryzmy, etc. – gdy liczba zgłoszeń osiąga punkt krytyczny, system blokuje zgłaszaną treść lub zawiesza użytkownika. W ten sposób istnieje możliwość skrzyknięcia się dużej grupy przeciwników danego profilu i zablokowania go lub zawieszenia.
W dziwny jednak sposób na FB blokowane są przede wszystkim strony o charakterze konserwatywnym – bez problemu funkcjonują agresywne i nietolerancyjne strony o charakterze skrajnie lewicowym, czy neokomunistycznym. Można, oczywiście, tłumaczyć to stopniem zorganizowania się grup lewicowych i ich nietolerancją, z drugiej zaś strony niechęcią do takich cenzurujących działań ze strony prawicowych oponentów.
Czy taka była dotąd przyczyna tej jednostronności, trudno dociec. Nikt nie jest w stanie z zewnątrz skontrolować, ile faktycznie zgłoszeń dokonano w konkretnych przypadkach blokad lub ich braku.
Jednocześnie reakcje Facebooka miały dotychczas charakter bezosobowy – nie istniało przedstawicielstwo polskie, do którego można by zwrócić się z prośbą o wyjaśnienia.
Sytuacja zmieniła się jednak, z kilku powodów.
Po pierwsze, jednostronność polityczna FB osiągnęła tak wysoki poziom, że nie da się go wytłumaczyć działaniem automatycznych mechanizmów. Zorganizowane akcje zgłaszania najbardziej skandalicznych, propagujących nienawiść stron neokomunistycznych są całkowicie ignorowane przez system, bezustannie są zaś likwidowane lub zawieszane konta nawet umiarkowanie prawicowe. Świadczy to o celowym działaniu administratorów.
Po drugie, powstał w międzyczasie polski oddział Facebooka, który mógłby reagować na negatywne zjawiska, wprowadzając czynnik ludzki do zatwierdzania treści lub reagując w najbardziej jaskrawych przypadkach – polscy administratorzy nie robią jednak tego.
Kontakt z polskim biurem FB jest mocno utrudniony, próżno znaleźć w sieci jakikolwiek telefon lub adres mailowy, nie jest on dostępny ani na stronach samego FB, ani w żadnym spisie firm. Sam ten fakt stanowi naruszenie prawa, każda firma w Polsce ma bowiem obowiązek podawania adresu (w tym przypadku: art.5 par.2 Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną). Kilkudniowe poszukiwanie przez nas adresu mailowego do polskich administratorów nie dało rezultatu. Redakcje gazet skarżą się na brak odpowiedzi, nawet wtedy, gdy uda im się już dotrzeć do adresata.
Po trzecie, sprawa poruszana jest już publicznie w wielu mediach – jeśliby kierownictwo polskiego FB dbało o pozytywny wizerunek firmy i nie miało nic na sumieniu, zabrałoby głos. Nic takiego nie miało dotychczas miejsca.
Trzeba więc uznać, że wybiórcze traktowanie własnego regulaminu przez administratorów FB ma charakter świadomy. Pod hasłem usuwania treści o charakterze rasistowskim, czy wulgarnym, usuwane są treści niezgodne z poglądami kierownictwa firmy. Ocena administratorów, które treści spełniają kryteria opisane w regulaminie, jest w sposób oczywisty subiektywna i nieuczciwa.
Powyższa sytuacja rodzi pytanie natury nadrzędnej: czy media i portale społecznościowe, mające niemal monopolistyczną pozycję i wpływające w dominujący sposób na opinię publiczną, nie powinny mieć prawnie uregulowanego nakazu pluralizmu politycznego i światopoglądowego. Rodzi się wyraźna potrzeba rozszerzenia wymogów etycznych dotyczących państwowych środków przekazu także na media prywatne – prywatny charakter przedsięwzięcia medialnego nie powinien bowiem usprawiedliwiać stosowania cenzury, a tym samym manipulacji treścią, zwłaszcza w sytuacji posiadania monopolistycznej pozycji w danym obszarze przekazu informacji. Warto, by politycy mający na względzie dobro społeczne zastanowili się nad tą sprawą.
O ile istnieje pluralizm na rynku prasowym i możliwość porównywania informacji z różnych źródeł prasowych redukuje niebezpieczeństwa manipulacji tą informacją, o tyle w przypadku zdominowanego przez jedną opcję polityczną rynku telewizyjnego jest to trudniejsze, zaś w przypadku monopolistycznego Facebooka jest to niemal niemożliwe – konkurencyjna sieć Google jest nadal nie dość popularna, by stanowić alternatywę i dać użytkownikom FB możliwość zmiany portalu.
Zjawisko powszechnego i dominującego, lecz prywatnego, forum wymiany myśli i informacji, takiego jak społeczność Facebooka, jest zjawiskiem nowym, nieprzewidzianym przez prawodawstwo. Konsekwencje, które rodzą się z możliwego wykorzystywania tego forum do manipulowania opinią publiczną, mogą stanowić istotne zagrożenie społeczne. Państwo nie może rezygnować ze stania na straży praw obywatelskich z tego powodu, że źródłem ich naruszania jest firma prywatna.
O jak daleko posuniętej tendencyjności mowa, można się przekonać na przykładzie kilku zachowań administratorów FB w ostatnim czasie:
Oto dwukrotnie usunięto wpis znanego podróżnika Wojciecha Cejrowskiego tylko z tego powodu, iż zamieścił zdjęcie wejścia do sopockiej restauracji, na którym wywieszono kartkę „Rosjan nie obsługujemy”!
Urodzeni i wychowani w systemie nazywanym „demokracją” wyobrażają sobie pewnie, że wolno myśleć co się chce i mówić głośno co się myśli. Otóż nie – posłuchajcie…
Dziś znów moje konto zostało zablokowane. Jako „treści nieodpowiednie” zostało podane zdjęcie z kartką „nie obsługujemy Rosjan”.
Całkowicie likwidowano i zmuszano do ponownego tworzenia znane i posiadające kilkudziesięciotysięczne rzesze użytkowników popularne profile, takie jak „Pitu pitu” (trzykrotnie usuwane), „Gówno prawda”, czy „Marsz Niepodległości”. Wielokrotnie blokowano profil portalu Fronda i portalu Polonia Christiana. Usuwane są wpisy lub profile narodowców.
Blokowane profile nie zawierają przeważnie żadnych wulgarnych treści, a jedyną ich „winą” jest np. krytyka ideologii gender lub propagowania homoseksualizmu.
Skrajnym przypadkiem stało się zablokowanie profilu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, co zresztą sami zauważyliśmy. Wkrótce po tym administratorzy profilu SDP napisali oświadczenie:
„Szanowni czytelnicy, administratorzy witryny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich mają zablokowaną możliwość dodawania odnośników do „ściany” na fejsbuku. Jako przyczynę FB podaje niebezpieczne treści….”
Bez przeszkód działają zaś antypolskie, wulgarne lub propagujące ustroje totalitarne profile typu „Żołnierze przeklęci” (obrażający polskich bohaterów podziemia antykomunistycznego), agresywnie obrażające katolików „Wstydzę się Jezusa” i „Jan Paweł drugi zaj…ł mi szlugi”, czy antypolskie „Je…ć Polskę”.
Spróbowaliśmy sami sprawdzić sytuację. Po zgłoszeniu strony propagującej zakazany prawnie ustrój komunistyczny, otrzymaliśmy następującego maila:

Jak widać, nawet łamanie obowiązującego prawa nie ma wpływu na zachowanie pracowników FB.
Przejrzeliśmy też profile lewicowe i neokomunistyczne – aż roi się na nich od wulgarnych i agresywnych wypowiedzi. Oto jeden z przykładów z profilu Gazety Wyborczej:

Ani administratorzy profilu, ani administratorzy Facebooka nie widzą w tym przypadku niczego zdrożnego. Nikt wpisów nie kasuje. Tego typu wpisów na profilu GW są setki.
Poniżej zamieszczamy linki do niektórych stron opisujących przykłady manipulowania treścią na Facebooku:
wPolityce: Cejrowski o Facebooku: zakazuje faktów niemiłych dla Moskwy
natemat.pl: Cenzura na Facebooku usunela prawicowych przesmiewców
wPolityce: Dom tolerancji Facebook.
Rzeczpospolita: Różaniec zakazany, wulgaryzmy nie. (Artykuł płatny)
Rzeczpospolita: Wolność słowa wedle Facebooka. (Artykuł płatny)
2.10.2014
Aktualizacja – 22.10.2014.
Kolejne przykłady cenzury na FB pojawiają się codziennie, oto jeden z nich, wpis znanej publicznie osoby:

Kolejne przykłady